Tuesday, 14 June 2011

It's aliiiive!

Innymi słowy, czas odrzucić zasłonę milczenia i poinformować świat, że się jeszcze na nic nie zeszło, pomimo konsumowania sałatek w Niemczech w ubiegłym tygodniu.

Albowiem, owszem - cały ubiegł tydzień bujałam się nie-wiadomo-gdzie, kwitnąc na monachijskich targach InterSolar i spędzając wieczory w hotelu na lekturze (między innymi, po raz pierwszy od czasów późnej podstawówki przeczytałam Silmarillion, dzięki czemu objawił mi się ukryty sens pewnej płyty Blind Guardian, ha). Następnie powróciłam na łono ojczyzny, i pospiesznie udałam się na Motoarenę, gdzie - ku swemu ogromnemu zdziwieniu - wybawiłam się przednio na koncercie niejakiego pana Stewarta. Rzeczony wykonawca objawił widzom pokłady niespożytej energii, autoironicznego humoru i charyzmy, oraz świetny zespół (i chórek!) w pakiecie. Nie śpiewał niczego z The Great American Songbook, co chyba wyszło koncertowi na dobre. A moim łydkom... w sumie również na dobre, choć w niedzielę rano miały one odmienne zdanie na ten temat. No cóż.

Po powrocie do codziennego kieratu, zajmuję się aktualnie ponownym odkrywaniem twórczości sir Arthura Conan Doyle'a, w której zaczytywałam się, będąc mocno nieletnim dziecięciem. (Stare wydania "Psa Baskerville'ów" i "Znaku czterech" już dawno temu szlag jasny trafił, niestety - w towarzystwie mojego ojca nie uchowa się nic "niepotrzebnego" :/) Przyczynkiem do takiego stanu rzeczy jest serial pt. "Sherlock", przed oglądaniem którego wzbraniałam się przez czas długi, pragnąc pozostać wierną Holmesowi wiktoriańskiemu, z lekką nutką steampunku. Jak się jednak okazuje, Holmes wyekwipowany w komórkę z dostępem do internetu, oraz plastry antynikotynowe, pozostaje w klimacie oryginału - a że przy tym jest śliczny jak obrazek, to co ja poradzę? Nic, tylko siadać i oglądać...

O ile się ma czas, i sił po temu. Albowiem w przyszłym tygodniu Litwa - jeszcze nie zdążyłam rozpakować jednej walizki, a już powinnam kompletować drugą - a w tym jakoś się wszystko nawarstwia i spiętrza. Niepozytywnie.

Oby do piątku. I potem tydzień spokoju... I wakacje klienta. A potem się zestarzeję, i pojadę na zlot.

I pięknie będzie, na pewno. Czego i Wam życzę.

1 comment:

Esther said...

"(...)dzięki czemu objawił mi się ukryty sens pewnej płyty Blind Guardian, ha."
A mogłabyś rozwinąć? : )
BTW: BG grają w grudniu w Warszawie! : D