Tuesday, 5 July 2011

It's my party, and I cry if I want to.

Starsza jestem. O kolejny dzień.

Przed kwadransem dopadła mnie migrena - prawdopodobnie wywołana sprzedaną mi dziś informacją.

Mój dziadek - człowiek, który niejako na własną prośbę odwrócił się od nas wiele lat temu - umiera na nowotwór.
Kompletnie nie wiem, co zrobić z tą wiedzą.
Ale boleć - boli.

2 comments:

Ala said...

Takie rzeczy chyba zawsze bolą, nawet jeśli dotyczą niekoniecznie tych nam najbliższych. I to chyba dobrze, bo to jakieś takie bardzo ludzkie jest. Normalne. I zdrowe.
Współczuję i tym mocniej ściskam.

Avarila said...

Ja też współczuję. Bardzo!

I rozumiem twoje uczucia. W zeszłym tygodniu moja młodsza siostra brała ślub. Nie byłam, choć mnie zaprosiła, bo nie przeprosiła i nie zaprosiła naszej mamy. Ojciec też solidarnie nie poszedł, choć to ona zawsze była jego oczkiem w głowie. Jeżeli człowiek odwraca się od rodziny, to musi liczyć się z tym, że być może jego rodzina nie będzie chciała go znać gdy on tego będzie potrzebował...