Tuesday, 26 July 2011

Pomyślałam sobie...

...że skoro obecnie pisana notka jest trzysta czterdziestą ósmą, to może poczekam ze śmiałymi wynurzeniami natury osobistej do notki trzysta pięćdziesiątej?...

Eee, nie, pewnie jutro się zbiorę i coś tam jednak zdradzę z moich ogólnych przemyśleń na tematy damsko-męskie.
Natomiast na tę chwilę chciałabym tylko powiedzieć, że wisi nad Miastem T. apokaliptycznie żółte, w-fiolet-przechodzące niebo, a przecież nie zanosi się na burzę. I pachnie świeżo skoszona trawa pod moim oknem. A ja słucham muzyki z The Fellowship of the Ring, którą dane mi będzie usłyszeć na żywo już za kilka miesięcy, podczytuję różne dziwne książki, i staram się wrócić do równowagi. Equilibrium odnaleźć, dawno temu zgubione. Czy coś.
Może kiedyś wreszcie mi się uda.

(To się nazywa emo-notka bez sensu, moi drodzy. Cóż, widocznie czasem trzeba...)

3 comments:

Ala said...

Po to masz bloga, by na nim pisać takie notki, na jakie ci akurat przychodzi ochota. A co do nieba, to nasze jakoś dziwnie się wypogodziło i widzę kolejne schodzące do lądowania samoloty (nie wiem, czemu na wieczór jest ich zawsze najwięcej, ale moje okno jest dużo dokładniejsze niż rozkład podawany na stronie lotniska).

Esther said...

Czasami człowiek musi, inaczej się udusi. ; )

Ainulindale said...

Otóż to, Esther :)
Maple, wiesz, że dobre emo nie jest złe ;)