Innymi słowy, celebryci i skandaliści A.D. 2011 mogą się schować: taki wniosek nasuwa mi się po lekturze "Życia prywatnego elit artystycznych II RP" Sławomira Kopra.
Pomyślcie tylko. Boy-Żeleński pozwala Witkacemu (temu samemu Witkacemu, na którego cnotę miał swego czasu nastawać - ponoć skutecznie - niejaki Bronisław Malinowski: does the name ring a bell, anyone?) mieszkać u siebie, choć wie, że młodzieniec obraca jego żonę. Długoletnia kochanka Boya odstawia go na dwa lata od metaforycznej piersi, ponieważ chce mieć drugie dziecko, i to "raczej z mężem" - a gdy dziecię z jak najbardziej prawego łoża przychodzi na świat, status quo zostaje niezwłocznie przywrócone.
Szymanowski (jeszcze przed ostatecznym określeniem się w zakresie swoich... preferencji) obraża się śmiertelnie na swego przyjaciela, Rubinsteina, który podrywa mu - nie tylko werbalnie - pewne dziewczę; rzecz dzieje się w Budapeszcie, panowie są po trzydziestce, dziewczę zaś jest wdzięczną piętnastką.
Bruno Schulz okazuje się masochistą i fetyszystą (damskie czarne pończochy), Witkacy - erotomanem (ożenił się z kobietą oziębłą seksualnie, którą jednakowoż ubóstwiał i z którą pozostał związany do końca życia) zażywającym peyotl w ramach pseudo-naukowych eksperymentów nadzorowanych przez lekarza...
Oj, działo się w drugiej RP, działo...
Swoją drogą, zawsze mnie ciągnęło do tego okresu historycznego: teraz wiem, że nie chodzi wyłącznie o estetykę, o książki, muzykę i filmy, na których się wychowałam, ale również o to, że ze swoją naturą prowokatorki, w ostatniej chwili wycofującej się z własnoręcznie nakręconego ambarasu (Just 'cause I said it / don't mean that I meant it - Adele się kłania), czułabym się w dwudziestoleciu jak w domu. Nie mówiąc już o Młodej Polsce...
Zawsze twierdziłam, że urodziłam się za późno.
Książkę, oczywiście, polecam: czyta się błyskawicznie, płynnie i z wypiekami na pyszczku, jak świetnie napisany thriller erotyczny.
A w następnym odcinku Szalonych Przygód Klonowej Wróżki, dowiecie się, czemu dieta jest fajna, i komu dałabym nawet na jeżu. (Ha, to się nazywa cliffhanger...)
Miłej niedzieli Wam życzę!
6 comments:
O tak, XXlecie! Oni to wtedy byli popaprani, az milo *_*
Tam nikt nie rzucilby pomyslu tak ordynarnego, jak `szalejmy!---ale w rozsadnych granicach`, bo to ohydne koltunstwo jest i mieszczanskosc i dlawiacy pozor szalenstwa.
...tak, od razu jest chyba jasne, ze Mloda Polske tez uwielbiam :D
A literature z tych czasow , i takich jeszcze 50 lat wczesniejszych, zwyklam nazywac `brudna literaturaP, bo jest naturalistyczo-symbolicznym obrazem rozpasania i dekadencji, cos, co moi baaardzo bardzo :)
Malinowski od Życia seksualnego dzikich, I presume:) [trochę oszukuję, bo o nim i Witkacym opowiedział mi studiujący socjo braciszek:).
Haha, przypomniałaś mi, muszę przeczytać "Życie seksualne dzikich". ; )
Mari - niech no tylko ktoś w końcu opatentuje ten bezpieczny sposób teleportacji... :D
Cintryjko, oczywiście you presume correctly, że tak zawieśniaczę ;)
No nie bądź taka, powiedz. :D
Nic nie przebije prekursora, znaczy się Przybyszewskiego i jego Raequiem Aeternam xD TO były loty. I on to publikował, nie musiał tego ukrywać ;D
Post a Comment