Z jakiegoś powodu zaczęłam wybierać na tytuły notek - tytuły piosenek, których ostatnio słucham. Ciekawostka.
Mam aktualnie dużą fazę na Adele: głównie pierwszą płytę, of course, ale drugą też nie pogardzę. Pasuje mi do tego jesiennego lata, którego nie mogę nawet zapić zupą marchewkowo-imbirową, albowiem gotowana marchewka jest 'be' zdaniem mojej pani dietetyk.
A pani dietetyk wierzę, albowiem poszłam dziś kupować dżinsy, i prorokuję, że w przyszłym miesiącu będę mogła nabyć drugie, o rozmiar mniejsze. O ile się nie rozleniwię, i będę regularnie ćwiczyć szóstkę Weidera. Którą, nawiasem mówiąc, polecam.
Dobra ta moja dieta. Jem same smaczne rzeczy (grzanki razowe, chudy nabiał, mnóstwo warzyw, owoców, ryb i mięska - dziś na przykład będę przyrządzać "odchudzonego" kurczaka tikka masala). Tęsknię za Earlem, ale czego się nie robi dla własnego organizmu... Poza tym nauczyłam się już egzystować na dwóch czarnych kawach dziennie, bez przyjemnego kopa teinowego. I jakoś się to posuwa do przodu - a strzałka wagi opada, opada, opada.
Jeżeli łamię zalecenia diety, to tylko dla wina. Dziś pewnie też nie powstrzymam się przed zakupem jakiejś przyjemnej butelczyny - albowiem lektura Wytrawnego przekrętu Mayle'a podziałała na mnie wyjątkowo inspirująco w tym zakresie. Kryminał, w sumie banalnie prosty, ale z winami w tle: i te potrawy francuskie, które autor z lubością wylicza... Dobrze, że nie lubię gęsich wątróbek, bo byłoby mi bardzo, bardzo smętnie na duszy.
A w następnym odcinku (być może już jutro?...) dowiecie się, czemu "Powieść o Inklingach" mi się nie spodobała.
Miłego popołudnia!
2 comments:
Gratulować postępów! : )) Z Dukana zrezygnowałaś?
Ha, znam szóstkę Weidera (Vadera *__*) :) Ale wolę pilates, ciekawszy :D
Jak się konkretnie nazywa ta dieta? I jeszcze raz- na czym polega? A czy herbaty zielona i ziołowa też są be?
Post a Comment