Dziwność nad dziwnościami: zadzwoniła do mnie dziś kuzynka, z którą nie miałam kontaktu od jakichś dwóch lat, kiedy to wyjechała na Wyspy do małżonka, zostawiwszy w Boat City otwartą sprawę rozwodową. Napomknę w tym miejscu, że na tamtym etapie posiadała na stanie dwuletniego synka.
Przy okazji tegorocznych świąt wielkanocnych dowiedziałam się, pocztą pantoflową, że kuzynka spodziewa się drugiego potomka - z niedoszłym byłym małżonkiem. Sprawa rozwodowa leżała odłogiem, kuzynka wiła się jak piskorz, i na dobrą sprawę w ogóle nie poinformowała nikogo oficjalnie, że czeka ją powiększenie rodziny.
A dziś beztrosko zaproponowała mi zostanie chrzestną swojego młodszego syna. Przy czym ceremonia odbędzie się w Anglii, gdzieś tak pomiędzy Doncaster i Leeds, na przełomie czerwca i lipca.
...no, skoro i tak planowałam spędzić trzydzieste urodziny w Szkocji, to czemu nie dopomóc dziewczynie w potrzebie...?
Ale i tak - zonk.
Pozdrawiam z łoża boleści. Jutro jadę do domu rodzinnego, zarażać rodziców.
1 comment:
Ha, to bardzo miły zbieg okoliczności, w istocie. Wyspy, jak widać, wzywają. :)
Post a Comment