A Scandal in Belgravia wspięło się błyskawicznie na szczyt listy moich obsesyjek.
Ten sms, w którym Irene mówi Sherlockowi "Dzień dobry" - i to, co Sherlock zatrzymał sobie na pamiątkę - i cała masa drobiazgów, tak pięknie nawiązujących do Skandalu w Bohemii... Prześcieradło Sherlocka. "Suknia bojowa" Irene. Większość tekstów Mycrofta. I dynamika relacji Sherlocka i Irene - coś, co mnie zawsze, nieodmiennie fascynuje.
Gdyby nie skopane zakończenie (nie wydaje mi się, żeby panna Adler zasłużyła sobie na ten los - niewykorzystany potencjał, niesprawiedliwość, seksizm, you name it), podobałoby mi się bardzo. Pomimo pewnych przekrętów, naciągania materii fabuły i czego tam jeszcze. A tak - podoba mi się prawiebardzo.
I nie wiem, co zrobię za dwa tygodnie, kiedy skończy się drugi sezon. Będzie to wybitnie smutny moment.
Poza tym - myślę o szczerości i o braku tejże. Czy kłamstwo wypowiedziane w dobrej wierze nadal jest kłamstwem?...
1 comment:
Cały czas miałam to niepokojące wrażenie, że przez gapienie się na Stephena Langa przegapiam coś, na czym mi bardzo zależy...
Post a Comment