Monday, 2 January 2012

Houston, do you hear me?

Początek roku jest jakiś taki... senny.

Najchętniej zwinęłabym się w kłębek pod biurkiem, i przespała kolejne trzy dni - aż do czwartku, kiedy to wybieram się na Grę cieni. Tego NIE WOLNO przespać.

Moi przemili goście pojechali dziś rano, prowadząc po drodze nierówną walkę z PKP. A mówiłam, że trzeba było zostać?...

Wczoraj obejrzeliśmy Constantine'a. Tilda Swinton. Tilda SWINTON. TILDA SWINTON!... Już mi lepiej. Wybaczcie.

Ponadto - przeczytałam Ziarno prawdy Miłoszewskiego: kawał dobrego kryminału, a piosenka Wham! w połączeniu z Hitlerem stanowi dodatkową wisienkę na torcie. Mniam.

Chcę do domu. Obejrzeć Skandal w Belgravii, i spać. Dobry plan, prawda?...

3 comments:

Disorderly said...

Plan genialny w swej prostocie. I tak, TILDA, pragnę przyłączyć się do tego wołania. :-)

Esther said...

I jak Ci się podobał Sherlock? Bo mi baardzo. Tylko zwroty akcji momentami zbyt naciągane, no ale chyba takie wymogi konwencji. ; )

Ala said...

O tak, bardzo senny. My padliśmy na pyski po powrocie i dopiero teraz jakoś zaczynamy wracać do życia. Mam nadzieję, że Ty też jakoś doszłaś do siebie.