Sunday, 15 January 2012

Jem, więc... nie jestem głodna.

Dziesięć kilo temu pojmowałam jedzenie w sposób kompulsywny. Jadłam, co chciałam, jak chciałam, i kiedy chciałam.
Potem poszłam na dietę, w wyniku której odkryłam, że mam kości obojczyków, talię, oraz kilka innych elementów anatomii, o których posiadanie nigdy bym się nie posądzała.
Zaczęłam także traktować jedzenie... normalniej. Znaczy - na chandrę nadal najlepsze są lody malaga albo tort kajmakowy od Sowy, ale poza tym - nie trzeba się zapychać pustymi kaloriami, albowiem jest na świecie wiele innych, pysznych rzeczy.

Takie, na przykład, krewetki. Kupuje się paczkę mrożonych, ugotowanych, się umieszcza w woku czosnek, świeży imbir i takież chilli (z masłem, najchętniej solonym Lurpak), się wrzuca rozmrożone krewetki i trzy jabłka pokrojone w plasterki, a po kilku minutach wlewa się alkohol. Powinien to być cydr, ale białe wino średniej jakości też zrobi swoje. Na zakończenie można temu dodać słodkiego sosu chilli, i posypać płatkami migdałów oraz sezamem. I włula.

Do popicia tego cudu wybrałam vinho verde, albowiem na portugalskich się jeszcze nie znam. (Z wyjątkiem porto. Porto jest miłe.) Delikatnie zgazowane, przyjemnie orzeźwiające, zero kwasu. Na etykietce stoi napisane, że pasuje do owoców morza - wszystko się zgadza. Polecam.

Cóż poza tym? Końcówkę roboczotygodnia miałam wybitnie skopaną. Jutro wysyłam CV w kolejnych kilka miejsc. (Wrocław ładny jest, prawda?...) Nadal próbuję się odkochać, co nie jest wcale takie łatwe, jak początkowo myślałam. Czytam Mieville'a, Szostaka, Prusa (!) i młodego Zembatego, albowiem książki trzeba kiedyś podoczytywać. Przemyśliwuję wyjście na Dziewczynę z tatuażem. Skończyłam pisanie fanfika, w temacie którego wywnętrzałam się jakiś czas temu, i jestem wzruszona pozytywnym odzewem P.T. Czytelników. To mnie jeszcze trzyma na powierzchni, pod którą już tylko rozpacz i zgrzytanie zębów.

I mam obsesję. Dziwicie mi się?...

Miłego popołudnia!

17 comments:

Esther said...

Wygląda pysznie.
Nie tylko Benedict... ; ) A, właśnie, obejrzałam "Szpiega" i zaprawdę miałaś rację, że Sherlock z grzywką wygląda uroczo. Sam film jest świetny, ale chyba obejrzę go jeszcze co najmniej raz, bo ta produkcja wymaga dużego skupienia. Pogubiłam się dobrych kilka razy. : P
Wrocław jest piękny, więc nie bój się słać tam swojego CV!
I trzymaj się mocno. Bez rozpaczy i zgrzytania.
(Czekam na nowe przygody Elsie ; ))

Mari said...

Zanosi sie na to, ze niedlugo pol Polski zameiszka we Wrocku i spotkam tam wszystkich swoich zanojmych oraz kawalek rodziny :D

Disorderly said...

Nie, ja się niczemu nie dziwię. ;-) Obsesję, jak widzę, dzielimy.

Klonowa Wróżka said...

Dis, czy Ty wiesz, co ja ostatnio przeczytałam?
Otóż przyrodnia siostra Benedicta twierdzi, że biedaczek nie może sobie znaleźć kobiety, ponieważ jest "zbyt inteligentny".
Facepalm stulecia.
To ja już chyba pojadę do tego Londynu...

Disorderly said...

Tzn. wszystkie kobiety są dla niego za głupie? Ot, z rolą utrafił.
Jedźmy tam obie. Będzie miał dwie inteligentne na raz, a ja zawsze twierdziłam, że małżeństwo liniowe to najlepszy pomysł, na jaki Robert Heinlein wpadł w życiu. Dogadamy się jakoś. W ostateczności można rozpisać grafik.

PS. Ostatni odcinek sprawił, że ochota na uduszenie Moffata we mnie narasta.

Klonowa Wróżka said...

No daj spokój, odpuść mu jeszcze na chwilę: ostatecznie potwierdził trzeci sezon, skurczybyk jeden ;)

Grafik może zadziałać. It's a deal :D

Disorderly said...

Ech, zaczęłam myśleć nad Ireną, zaplanowałam rewatch, odcinka i właśnie dochodzę do tego, że zarzuty mogę przedstawić w punktach, tyle się ich zrobiło.

Dobra, jesteśmy umówione. W ramach bonusu możemy mu gotować. I niech nie narzeka. ;-)

Klonowa Wróżka said...

Nnno, spróbowałby ponarzekać!... ;)

A co do Ireny - ugh, czemu te ostatnie 10 minut tak masakrycznie ssało?! Aż musiałam o tym fanfik napisać, no :P

Disorderly said...

Żeby tylko dziesięć. A fragment, gdzie Sherlock myślał za Irenę?

Gdzież on, ów fanfik? Właśnie... czy ty jesteś może na AO3, tym siedlisku Szatana Multifandomowego?

Klonowa Wróżka said...

AO3? Chyba nie znam... mam się cieszyć, czy wstydzić? ;)

Znajdź mnie na ff.net, w profilu jest odnośny link. Tylko nie czytaj tych starych, błagam, się palę ze wstydu... :P

A, prawda. Myślenie za Irenę ssało równie mocno. Duh.

Disorderly said...

AO3 to Archive of Our Own. Ciągle wersja beta, ale działa i rośnie w siłę.
Come to the Dark Side, we have cookies? :-)

Klonowa Wróżka said...

Message received, sir, yes, sir! ;)

Disorderly said...

Znalazłam. Taką Irenę to ja mogę czytać. :-) I masz M*A*S*H*, a to jeden z moich fandomów dzieciństwa.

Klonowa Wróżka said...

Z M*A*S*Ha dobre są chyba jeno dwa: Mine, Thine..., i Out of Sight... - reszta to taka urocza grafomania :P

Cieszę się, że Irena się podoba. (Might I trouble you for a review?... ;))) Po ostatnim odcinku mam pomysł na coś nowego, chronologicznie przypadającego po czwartym rozdziale. We shall see. ;)

Disorderly said...

Jasne. :-) Pisz, pisz, będzie się komentować.

Disorderly said...

Ja tylko na chwilę. Znalazłam nagranie, na którym Benny mruczy. Nie mam zwidów, to się dzieje. "Ależ Wodzu, co Wódz? To ja przepraszam."

PS. To ty mi to zrobiłaś. Zamieściłaś zdjęcie, w którym czai się Zło. ;-)

Klonowa Wróżka said...

To co, już mnie nie lubisz?... ;)

I też zauważyłam, że mruczy. A-ha!

A zdjęcie z "Timesem" widziałaś? Nah, pewnie widziałaś, ale zaraz je tu wrzucę, żeby Cię dodatkowo podenerwować. Bo ja złą kobietą jestem... :P