..słów niewiele, albowiem zasadniczo dotarłam już do konkluzji.
Jakiś czas temu dostałam krótką wiadomość tekstową, na którą bardzo, ale to bardzo chciałam odpisać. Tłumaczyłam to sobie wielorako: przecież to nie ja postępuję wybitnie niemoralnie (tylko trochę), nie ja stawiam szczęście dwóch innych osób pod znakiem zapytania dla własnego widzimisię (ale czy na pewno?...), i tak dalej, i tak dalej: więc w sumie czemu miałabym nie odpisywać? Ostatecznie mogłabym spróbować skierować rozmowę na tory obojętne uczuciowo (co mi się jeszcze dotąd nie udało, ale może?...). Innymi słowy, pieprzenie kotka za pomocą młotka, i poszukiwanie prostych dróg wyjścia z trudnej sytuacji.
Zwierzyłam się z tego wszystkiego A., kiedy wracałyśmy przez śnieg i noc gwiaździstą z hiszpańskiego, paląc beztrosko i wymieniając uwagi o życiu.
"A wierzysz w karmę?" zapytała A., krótko, zwięźle, i na temat.
Otóż, mili moi, wierzę. I dlatego nie będzie odpisywania na SMSy z pytaniami o mój stosunek do pogody. Nie będzie uśmiechania się do ekranu komputera, bo przyszedł mail. Nie będzie żadnej z tych rzeczy. Albo przyjdzie mi odrodzić się w skórze żuka gnojownika.
Tyle ode mnie. Proszę trzymać kciuki za moją stabilność emocjonalną, bo nie jest dobrze.
I miłego popołudnia. Napisałam dziś półtora tysiąca słów nie związanych z żadnym fanfikiem (w zasadzie to ja już NIE MAM żadnych pozaczynanych fanfików: trzeba to szybko naprawić, najchętniej opowieścią o pewnej terrorystce...), a teraz zamierzam skończyć Rioję i wrócić do Kłamstw Locke'a Lamory, które pewnie zaraz skończę (po Pająku jestem). Mniam, mniam, tyle powiem.
9 comments:
Mniam, mniam, Rioja dobra jest. I nie tylko ona.
A kciuki, oczywiście, trzymam. Za stabilność (toast). A może i za zmiany, bo coś nie mogę się oprzeć wrażeniu, że dla Ciebie gdzieś zapisane są wielkie sprawy i wielkie rzeczy, tylko trzeba dać im szansę.
Ala dobrze mówi, polać jej!
Bardzo mądrze robisz. Jak Ty to robisz?
I może byś zdradziła, co teraz piszesz? : )
Kciuki trzymam. Karma, well... is a bitch, jak mawiają, więc lepiej nie ryzykować. Decyzję popieram ze wszech miar, słusznie robisz. Będzie pewnie trudno, ale uważam, że warto, choćby dla poczucia wewnętrznej równowagi (która przychodzi z czasem).
PS. Czy kontrabanda dotarła?
Dziękuję Wam, jesteście kochane. :)
Alu - się rozpłynęłam się. Obyś się nie myliła...
Esther - przyznam się, ale mailowo. Rzucisz mi adres na FB?
Dis - nie przyszła! Wróciłam z pracy, otwieram skrzynkę, i kupa. :( Pees: pewnie i w najbliższą niedzielę nie będziesz w okolicach wiadomego dworca?...
Niestety nie. Niedziele w mieście mam zaplanowane dopiero na marzec. :-(
Wiadomą rzecz wysłałam w piątek, więc ma szanse dotrzeć jutro.
Pomyślimy o kwietniu zatem. ;)
Nno, jeśli jutro nie dojdzie, moja świeżo nabyta dobra opinia o Poczcie Polskiej pójdzie się czesać!
Okropnie nas zaniedbujesz, panno Maple!
Zdecydowanie powodzenia! Trzymaj się dzielnie, mocno i wytrwale swojego postanowienia i myśl o tym, że niewielu miałoby siłę, żeby tak postąpić. Wspieram Cię z całym entuzjazmem.
I weny tfurczej życzę ;)
Przepraszam, czy tu się sprzedaje?:)
Post a Comment