...w którym człowiek zaczyna się zastanawiać, czy nie byłoby lepiej skasować tej pisaniny.
A potem spływa na człowieka spokój i zen, i już się nie myśli o głupotach.
Zen bywa niekiedy zakłócany przez czynnik zewnętrzne: dla naprzykładu, przez Złodzieja Dusz niejakiej Anety J. Pozycja ta nie trafia na listę ostatnio przeczytanych, albowiem staram się jak najszybciej o niej zapomnieć: czego jak czego, ale MarySue'izmu nie lubimy, i krzywimy się na jego widok jak dzieci zmuszane do spożywania oleju rycynowego. Poza tym, doprawdy: w dialogach można używać różnych znaków przestankowych, nie tylko przecinka (w dodatku nie zawsze występującego we właściwym miejscu, ale tutaj już kłaniam się nisko paniom korektorkom, i szczerzę zęby - bynajmniej nie w uśmiechu)! Pani doktor (in spe?) filologii polskiej powinna chyba wiedzieć takie rzeczy?...
Zainspirowało mnie to do czytania rzetelnie skonstruowanych dzienników, tudzież do dopisania pewnej ostatniej sceny i pracy nad pewnym tekstem. Albowiem nie powinnam osądzać, dopóki sama czegoś nie opublikuję, nespa? A wredota moja przyrodzona wierci się i domaga uwagi. Toteż: koniec z wymówkami, proszę państwa, bierzemy się do galopu.
Kiedyś w końcu trzeba. Ma się, ostatecznie, te prawie-trzydzieści lat...
To ja idę pisać. A Państwu zostawiam zdjęcie morza w Sopocie, Bessą zrobione.
A potem spływa na człowieka spokój i zen, i już się nie myśli o głupotach.
Zen bywa niekiedy zakłócany przez czynnik zewnętrzne: dla naprzykładu, przez Złodzieja Dusz niejakiej Anety J. Pozycja ta nie trafia na listę ostatnio przeczytanych, albowiem staram się jak najszybciej o niej zapomnieć: czego jak czego, ale MarySue'izmu nie lubimy, i krzywimy się na jego widok jak dzieci zmuszane do spożywania oleju rycynowego. Poza tym, doprawdy: w dialogach można używać różnych znaków przestankowych, nie tylko przecinka (w dodatku nie zawsze występującego we właściwym miejscu, ale tutaj już kłaniam się nisko paniom korektorkom, i szczerzę zęby - bynajmniej nie w uśmiechu)! Pani doktor (in spe?) filologii polskiej powinna chyba wiedzieć takie rzeczy?...
Zainspirowało mnie to do czytania rzetelnie skonstruowanych dzienników, tudzież do dopisania pewnej ostatniej sceny i pracy nad pewnym tekstem. Albowiem nie powinnam osądzać, dopóki sama czegoś nie opublikuję, nespa? A wredota moja przyrodzona wierci się i domaga uwagi. Toteż: koniec z wymówkami, proszę państwa, bierzemy się do galopu.
Kiedyś w końcu trzeba. Ma się, ostatecznie, te prawie-trzydzieści lat...
To ja idę pisać. A Państwu zostawiam zdjęcie morza w Sopocie, Bessą zrobione.

4 comments:
No, w końcu coś:)
Bohaterka też mnie wkurzała, ale ja czytam zawodowo za dużo naprawdę złych rzeczy, żeby coś takiego jak ZD z czystym sumieniem zjechać:)
PO paranormalach człowiek trochę przestawia sobie skalę ocen. Zresztą, z produkcji FS jest to IMHO najlepsza od czasu "Szamanki od umarlaków".
Powiem tylko: TAK! : D
A mnie po głowie łazi teraz parę pytań:
1. Rany boskie, Cintryjko, co Ty w takim razie czytasz na co dzień?;)
2. Czemu nie śledzę na bieżąco wytworów FS, skoro dają tyle radości?
3.I gdzie do cholery jest moja staruteńka Praktika?;)
Maple, a co ze zdjęciami z Kroke? Będą? ;)
Post a Comment