A raczej: po jesieni.
Wczoraj jeszcze włóczyliśmy się z W. po cmentarzu, robiąc zdjęcia liściom i słońcu - a dziś już wyciągnęłam z szafy cieplejszy płaszcz, i zamieniłam zwiewną apaszkę w kolorze TARDIS blue na wełniany szalik w szkocką kratkę. A świat jest biały od szadzi.
W tym miejscu ciekawostka: słownik wielojęzyczny pokazuje mi kilka angielskich odpowiedników słowa 'szron' (white/silver forst, hoarfrost, rime), jedno francuskie słowo na 'szadź' (givre), i nie znajduje czegoś takiego jak 'zamróz'. Ha.
Cóż więcej? Stara bieda, chciałoby się powiedzieć. Ojcu znowu udało się doprowadzić mnie do łez (z cyklu: Rzeczy Które Się Robi O Wpół Do Pierwszej W Nocy Z Soboty Na Niedzielę). Zaburzenia łaknienia sobie są, i raczej nie chcą się oddalić. Mam powiększony węzeł chłonny zupełnie bez powodu. Przeczytałam Sonety Szekspira, i jestem mocno rozczarowana tłumaczeniem - oryginał za to wciąż przyprawia mnie o dreszcze. Od wczoraj jestem na nowo utopiona w Kate Fox, i mruczę z radości. (A propos mruczenia: Miya się znalazła, po dwóch miesiącach: uduszę ją, jak tylko przyjadę do domu.) Książki są dobre, proszę Państwa. Cała reszta jest... średnia.
A zdjęcie moich paznokci zrobił W., oczywiście.
Wczoraj jeszcze włóczyliśmy się z W. po cmentarzu, robiąc zdjęcia liściom i słońcu - a dziś już wyciągnęłam z szafy cieplejszy płaszcz, i zamieniłam zwiewną apaszkę w kolorze TARDIS blue na wełniany szalik w szkocką kratkę. A świat jest biały od szadzi.
W tym miejscu ciekawostka: słownik wielojęzyczny pokazuje mi kilka angielskich odpowiedników słowa 'szron' (white/silver forst, hoarfrost, rime), jedno francuskie słowo na 'szadź' (givre), i nie znajduje czegoś takiego jak 'zamróz'. Ha.
Cóż więcej? Stara bieda, chciałoby się powiedzieć. Ojcu znowu udało się doprowadzić mnie do łez (z cyklu: Rzeczy Które Się Robi O Wpół Do Pierwszej W Nocy Z Soboty Na Niedzielę). Zaburzenia łaknienia sobie są, i raczej nie chcą się oddalić. Mam powiększony węzeł chłonny zupełnie bez powodu. Przeczytałam Sonety Szekspira, i jestem mocno rozczarowana tłumaczeniem - oryginał za to wciąż przyprawia mnie o dreszcze. Od wczoraj jestem na nowo utopiona w Kate Fox, i mruczę z radości. (A propos mruczenia: Miya się znalazła, po dwóch miesiącach: uduszę ją, jak tylko przyjadę do domu.) Książki są dobre, proszę Państwa. Cała reszta jest... średnia.
A zdjęcie moich paznokci zrobił W., oczywiście.

3 comments:
No, w końcu do tej Fox sięgnęłaś. To czytaj, czytaj i udawaj, że dalej jest piękna jesień (zresztą jest, przecież liście jeszcze wiszą).
Kot się znalazł, paznokcie są ładne, książki dobre - zawsze jest tych kilka spraw, z których się można cieszyć. : )
Tak swoją drogą, to ojcowie mają chyba jakiś dar. Mój, choć złych intencji nie ma, potrafi mnie czasami zdołować strasznie.
Post a Comment