Za dużo (co?!) starych Floydów. Rzuca mi się na mózg, niestety.
Na wątrobę też mi się coś rzuci, lada chwilę, lada dzień: jedyna nadzieja w tym, że Sepulka pojedzie pijać Guinnessa w najbardziej temu zajęciu sprzyjających okolicznościach przyrody, w związku z czym przestaniemy zwiedzać nowe knajpy w Mieście T. W ubiegły piątek odkryłyśmy kuchnię kreolską i uznałyśmy, że jest bardzo dobrze. W niedzielę poprawiłyśmy naszą opinię (komu chciałoby się gotować w święto?...) i doszłyśmy do wniosku, że to jest Nasze Nowe Miejsce - po czym wczoraj wylądowałyśmy DOKŁADNIE po drugiej stronie ulicy, w knajpie meksykańskiej. Wystrój, muzyka, jedzenie, shoty z tabasco: tres żenial. I jak tu żyć, proszę państwa, jak?...
(W ramach ratowania domowych budżetów, dziś nie idziemy na obiad - tylko na bilard, i piwo Murphy's.)
Żeby nie było, że tylko jem i piję ostatnio (mam wielką nadzieję, że ta czarna dziura kiedyś się wreszcie zamknie): czytać też mi się zdarza, i to bez specjalnych wpadek jakościowych. O PLO4 specjalnie wiele nie mam do powiedzenia: zdenerwowały mnie dłużyzny i błędy językowe, i zakończenie trochę też? Pewnie wrócę niedługo do poprzednich tomów dla czystej przyjemności obcowania z tym światem ZANIM autor zaczął odczuwać presję skończenia serii. Dla równowagi poczytałam sobie przy okazji przerwy świątecznej (w tych nielicznych chwilach, kiedy nie musiałam nikogo tłumaczyć/robić za przewodnika i niańkę w jednej osobie) Aktorki Maciejewskiego: piękne wywiady, wysoka kultura osobista autora, mnóstwo tytułów filmów i sztuk Teatru TV wynotowanych "for future reference". Za mało wiem o kobietach w polskim kinie, i trochę mnie to martwi. Trzeba będzie się poprawić.
Z rzeczy zupełnie świeżych: skończyłam Hyperiona, poczułam pilną potrzebę zapoznania się z Upadkiem, po czym otworzyłam pożyczone od Sepulki Czarne - i wsiąkłam. Jak skończę (a przeciągam sprawę niemiłosiernie, bo nie chce mi się porzucać tamtego świata), spróbuję pozbierać moje chaotyczne przemyślenia w mniej-więcej spójną całość. Trzymajcie kciuki.
Tymczasem zaś mam do napisania rozdział składający się w ośmiu dziewiątych z dialogów, i pomysł na rozwinięcie opka napisanego swego czasu na konkurs coperniconowy. Idę po kawę. Dobrej środy!
Na wątrobę też mi się coś rzuci, lada chwilę, lada dzień: jedyna nadzieja w tym, że Sepulka pojedzie pijać Guinnessa w najbardziej temu zajęciu sprzyjających okolicznościach przyrody, w związku z czym przestaniemy zwiedzać nowe knajpy w Mieście T. W ubiegły piątek odkryłyśmy kuchnię kreolską i uznałyśmy, że jest bardzo dobrze. W niedzielę poprawiłyśmy naszą opinię (komu chciałoby się gotować w święto?...) i doszłyśmy do wniosku, że to jest Nasze Nowe Miejsce - po czym wczoraj wylądowałyśmy DOKŁADNIE po drugiej stronie ulicy, w knajpie meksykańskiej. Wystrój, muzyka, jedzenie, shoty z tabasco: tres żenial. I jak tu żyć, proszę państwa, jak?...
(W ramach ratowania domowych budżetów, dziś nie idziemy na obiad - tylko na bilard, i piwo Murphy's.)
Żeby nie było, że tylko jem i piję ostatnio (mam wielką nadzieję, że ta czarna dziura kiedyś się wreszcie zamknie): czytać też mi się zdarza, i to bez specjalnych wpadek jakościowych. O PLO4 specjalnie wiele nie mam do powiedzenia: zdenerwowały mnie dłużyzny i błędy językowe, i zakończenie trochę też? Pewnie wrócę niedługo do poprzednich tomów dla czystej przyjemności obcowania z tym światem ZANIM autor zaczął odczuwać presję skończenia serii. Dla równowagi poczytałam sobie przy okazji przerwy świątecznej (w tych nielicznych chwilach, kiedy nie musiałam nikogo tłumaczyć/robić za przewodnika i niańkę w jednej osobie) Aktorki Maciejewskiego: piękne wywiady, wysoka kultura osobista autora, mnóstwo tytułów filmów i sztuk Teatru TV wynotowanych "for future reference". Za mało wiem o kobietach w polskim kinie, i trochę mnie to martwi. Trzeba będzie się poprawić.
Z rzeczy zupełnie świeżych: skończyłam Hyperiona, poczułam pilną potrzebę zapoznania się z Upadkiem, po czym otworzyłam pożyczone od Sepulki Czarne - i wsiąkłam. Jak skończę (a przeciągam sprawę niemiłosiernie, bo nie chce mi się porzucać tamtego świata), spróbuję pozbierać moje chaotyczne przemyślenia w mniej-więcej spójną całość. Trzymajcie kciuki.
Tymczasem zaś mam do napisania rozdział składający się w ośmiu dziewiątych z dialogów, i pomysł na rozwinięcie opka napisanego swego czasu na konkurs coperniconowy. Idę po kawę. Dobrej środy!
3 comments:
Do PLO4 to już szczerze mówiąc nawet nie mam ochoty sięgać, tak mnie jakoś wymęczył tom trzeci. Z innych rzeczy to, jeśli lubisz gawędy starych pierników i opowieści o świecie, którego już nie ma, polecam wspomnienia Mieczysława Jałowieckiego... a ja chyba się skuszę na "Czarne", bo bardzo obiecująco to wszystko brzmi.
Ech, ale wam dobrze w tym Toruniu. : )
Fajnie, że spodobał Ci się "Hyperion", a co do "Czarnego" to chętnie przeczytałabym jakąś rozbudowaną wypowiedź. : )
4 tom "Lodowego" niestety faktycznie nieco zawiódł :-( Możesz uściślić o czyje "Czarne" Ci chodzi?
Post a Comment