Thursday, 7 February 2013

Sępy bez granic

Tak nam się jakoś wczoraj zgadało - przy okazji świętowania Tłustej Środy (bo Mardi Gras i Tłusty Czwartek są zbyt hipsterskie, cha, cha) - w temacie zespołu, za który swego czasu Łódź przepraszała resztę kraju.

I trochę smutno mi się zrobiło, gdy większość zgromadzonych osób (z wyjątkiem Almost Sis i mnie samej) oświadczyła, że kojarzy ów zespół wyłącznie z piosenek o padlinożernych ptakach i strefie Schengen. Albowiem powiadam Wam, drodzy Czytelnicy: zaliczyłam w okresie nastolęctwa koncert wspomnianej formacji, na którym świetnie się bawiłam - a piosenki z dwóch pierwszych płyt towarzyszyły mi w żmudnym procesie tak zwanego dorastania.


I ja wiem, to może i jest bliskie estetyce (tfu) emo - ale c'mon, przypomnijmy, że na swojej pierwszej płycie zaśpiewali tekst Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, robiąc z niego coś zupełnie nowego...


...a potem popełnili cover Falco, który subiektywnie uważam za lepszy od oryginału


Ha, łezka się w oku kręci. Albo po prostu mam reakcję alergiczną na niebieski filtr w kamerze.

Smacznych pączków Wam życzę, tak przy okazji. I upraszam o trzymanie kciuków, bo jutro po raz pierwszy w życiu siądę za kierownicą pojazdu samochodowego na dłużej niż trzy minuty. (Durny, durny pomysł...)

3 comments:

Ala said...

A pewnie, że trzymam. Udanego rozjeżdżania pieszych. :)))

Anonymous said...

A jeszcze bylo 'Spadam', ktorego tekst do dzisiaj pamietam.

Powodzenia. Mnie to niedlugo bardzo czeka po drugiej stronie.

/siomelon

disorderly said...

Jak tam, piesi przeżyli? ;-) Och, Ten Zespół zaczynał przecież kultowo wręcz, na Liście Przebojów Radia Łódź, a tam kawałków w ich stylu późniejszym nie bywało. Przez co wciąż zastanawiam się, jakim cudem ci padlinożercy po latach?