Codziennie coś. Impreza, spotkanie z dawno nie widzianymi znajomymi i rozmowy o poukładaniu (się). Lektura książki na ławce w parku wespół z ciekawską wiewiórką i przedwieczorna partyjka badmintona na Polu Mokotowskim... Gwałtowny zryw wiatru i deszczu w jasny, chłodny dzień kwietniowy, tuż przed trzynastą.
Nie słyszę żadnego bicia zegarów.
Czasami zapominam. Czasami odkładam rzeczy na święte nigdy. Czasami myślę, że mam czas. Całe mnóstwo czasu. I w związku z tym nie muszę się spieszyć, zdążę wszystko zrobić, i nikt ani nic mnie nie goni.
Błąd, błąd, błąd.
Już Osiecka o tym pisała. Nie odkładajmy niczego na później, żeby koścista panna nie wyłączyła nam prądu w środku złotego popołudnia. Niech nam się nie wydaje, że jeszcze wszystko przed nami, i że zdążymy być szczęśliwi, bo właściwie czemu nie?
A skoro nie jestem szczęśliwa, to chyba pora coś na to poradzić. Teraz, zaraz, nie - wkrótce.
No, najpóźniej jutro po południu...
(I może być brak człowieka, którego się nie znało osobiście. I może ten brak wracać, uderzając w splot słoneczny, odbierać oddech.
Cisza.)
Nie słyszę żadnego bicia zegarów.
Czasami zapominam. Czasami odkładam rzeczy na święte nigdy. Czasami myślę, że mam czas. Całe mnóstwo czasu. I w związku z tym nie muszę się spieszyć, zdążę wszystko zrobić, i nikt ani nic mnie nie goni.
Błąd, błąd, błąd.
Już Osiecka o tym pisała. Nie odkładajmy niczego na później, żeby koścista panna nie wyłączyła nam prądu w środku złotego popołudnia. Niech nam się nie wydaje, że jeszcze wszystko przed nami, i że zdążymy być szczęśliwi, bo właściwie czemu nie?
A skoro nie jestem szczęśliwa, to chyba pora coś na to poradzić. Teraz, zaraz, nie - wkrótce.
No, najpóźniej jutro po południu...
(I może być brak człowieka, którego się nie znało osobiście. I może ten brak wracać, uderzając w splot słoneczny, odbierać oddech.
Cisza.)
No comments:
Post a Comment