W zeszłym miesiącu, zaczytana w pierwszym numerze pisma o wdzięcznym tytule "Bluszcz" na peronie w Sochaczewie, marzyłam, by zostać w nim wydrukowaną. W tymże celu sprokurowałam i wysłałam do Szanownej Redakcji etiudkę pod tytułem Szklarnia, z której jestem, nie przeczę, zadowolona.
Dzisiaj, czytając drugi numer "Bluszcza" w autobusie do pracy, omal nie wykrwawiłam się przez oczy, i doszłam (po raz kolejny) do wniosku, że wcale nie muszę być pisarką. Proszę mnie uczynić KOREKTORKĄ.
Na bogów, ja rozumiem, że się spieszyli z łamaniem numeru, ale to już przesada. Zobaczy człowiek słowo "chałaśliwie" w druku o godzinie wpół do ósmej rano - i ma dzień skopany, aż do wieczora.
(Z wyłączeniem nowych okularów. Podobno wyglądam poważnie, acz uwodzicielsko. Hmm.)
8 comments:
LOL.
Dobrze że nowe okulary Ci nie pękły widząc taką abominację!
hasło brzmi: prations
Whatever this is.
Rano miałam jeszcze stare... ;)
Omamo. O wpol do osmej rano byloby prawdopodobne, ze sama bym sie zawachala. ;P
You evil creature, you... :P
Ale jaaaa? (mrug mrug) :)
Kod: trapp
Ej! ;)
Trapp?
Trapper :PPPP
Ekhem.
Ale inna sprawa że pora poranna intelektowi bynajmniej nie sprzyja.
Nieprawdarz? :P
hasło: headig
tłumacznie z angloniemieckiego-> głowowy? :)
W sumie pasuje, mam ból głowowy :P
Tenel, wiesz, że mój tracker widzi Cię jako Gdańsk? Masakra :/
Sio - tak, Ty, a któżby inny? Wyjątkowo nie mówimy o mnie :P
Tak.W tajemnicy wyprowadziłam się do Gdańska.
Na blogu u Sio na trafiku też się objawiam jako Gdańsk, w porywach na Bydgoszcz.
Post a Comment