Meryl, och, Meryl. Chyba się zakochałam w kobiecie, która skończy sześćdziesiąt lat, gdy Słońce następnym razem wejdzie w znak Bliźniąt. Ajajaj.
Wczoraj Kramer vs. Kramer, dzisiaj masa youtube'a, a jeśli towarzystwo na wieczór (matka chrzestna z mężem, rodzice i kocica) zawiedzie - Sophie's Choice, albo Doubt, albo The Bridges of Madison County.
Albo się zmobilizuję, i obejrzę w końcu Diminished Capacity. Albo wrócę do pani Hearn. Albo pójdę spać, obudzę się o północy i będę fotografować fajerwerki z tarasu. O.
Wszystkiego dobrego Wam życzę na kolejne 365 dni. Oby nie było gorzej.
No comments:
Post a Comment