Friday, 22 May 2009

Budzę się na każdą burzę, zziębnięta i skulona OBOK kołdry. Zasypiam z powrotem przy naturalnym stroboskopie, i śni mi się impreza, na której będę jutro. Fajnie było.

Kuchnia indyjska przebija jednak wszystko. Łącznie z sushi, sukiyaki, i całą resztą moich 'ulubieństw' - może z wyjątkiem bakudan-onigiri. A dzisiaj zjadłabym omlet z kiełkami i serem, back to basics of my life in Japan, plus dużo pomidorów. Pomidory dobre są.

Męczę się z Wiśniewskim.

Słucha się obecnie Zimmera oraz kawałków w rytmie jive'a.

2 comments:

Jo said...

Mów, kobieto, co się działo?

baluk said...

Ja w burzę oddycham.