Monday, 18 May 2009

List otwarty do pana Janusza L. Wiśniewskiego

Szanowny Panie,

z przyjemnością nabyłam Pańską nową książkę, Bikini. Przyjemność moja zakończyła się jednak - co przyznaję z żalem - na samym akcie jej nabycia. Dlaczego, dlaczego? - pytam z bólem serca - pozwolił Pan, a z Panem korektorzy Świata Książki, już na pierwszej stronie przemycić słowo zapruszyć?! I skąd, z jakiego apokryfu bądź nieznanego rękopisu, wziął Pan "egipskiego faraona z Quo Vadis"? Lektura pierwszych trzydziestu stron powieści pozostawiła mnie w nastroju ponurym, i z niesmakiem w ustach. Oby tendencja ta nie zamierzała się utrzymać.

Nie jestem fanatyczką wielbicielką S@motności, doceniam jednak Pański styl i wrażliwość. Żałuję za to niemożności skupienia się na nich w obliczu rażących błędów ortograficzno-merytorycznych. Wzdycham głęboko i powracam do pracy.

Z poważaniem,
L. K.

1 comment:

Siobhan said...

Ja bylam fanatyczna wielbicielka Samotnosci, gdy bylam mloda, glupia jak but, a nieszczesliwe milosci byly takie chlip chlip, homantyczne.

Teraz Janusza L. trawie jedynie w felietonach, tudziez w czyms nieprzekraczajacym 10 stron.