Monday, 14 September 2009

Podaję osobom spoza miasta T. informacje o tym, gdzie się tu można zabawić lub upoić przyjemnym napojem alkoholowym, a tymczasem sama zwyczajnie nie pamiętam już, jak to jest - wyjść wieczorem, i wrócić nad ranem, zmęczonym i spełnionym.

(Nie, nie pijanym. Bo ja pić chyba [nie] umiem.)

Smutne to, że mając 27 lat nie mam czasu wyjść w miasto i zrelaksować się. I nie wiem, kiedy będę miała.

Z innej beczki - po przespaniu znacznej części weekendu (i spędzeniu pozostałej części na bieganiu tu, tam i ówdzie, bo jakże by mogło być inaczej) przyszłam do pracy powodowana głównie poczuciem obowiązku, aby dowiedzieć się, że moja współpracownica idzie na zwolnienie do końca tygodnia. Sama w biurze? Pracując za dwoje? W międzyczasie przygotowując pierwszy rozdział Księgi pamięci do przetłumaczenia? Czemu nie. Jak to powiedział w czwartek Michał G., 'umiem sobie zorganizować czas'.

Ale nie zrezygnuję z tej projektu. Bo nie po to walczyłam przez 11 lat, żeby wreszcie zająć się na poważnie pisaniem i tłumaczeniem książek, żeby teraz usiąść w kącie i płakać.

Najwyżej wezmę prywatny komputer do Pragi.

I zniknę stąd na dłużej. I tak wiem, że nie będziecie tęsknić, Skarby moje ;)

Miłego września.

No comments: