Monday, 26 October 2009

...is that the camera at The Magic Box?

Innymi słowy, mój mózg trwa obecnie w stanie zawieszenia. Jak u Jonathana w scenie przywołanej w tytule.

Bardzo sympatyczny miałam weekend, stosunkowo aktywny w swej pozornej bierności. Dopisałam kilka stron (i dopiszę jeszcze, więc have patience), przeczytałam dwie książki, patrz: lista (Wodehouse jak Wodehouse, czysty relaks, tymczasem Brown ssał niepomiernie: chyba trzeba się świństwa pozbyć przez Allegro), ugotowałam dwa obiady, po czym doszłam do wniosku, że muszę się zresetować w najprzyjemniejszy z możliwych sposobów.

Ogłosiłam Samotny Weekend Filmowy.

Nieoficjalna inauguracja dokonała się już w piątek wieczorem, Troją. Powzdychałam sobie do Erica B., pochichotałam przy scenach Achilles/Patrokles, uśmiechnęłam się do Odyseusza, bo jakże można inaczej?, i przez moment miałam wrażenie, że to wystarczy. A gdzie tam. Konieczny był reset kompletny, w postaci Lotra. Mówię zbiorczo, bo chodzi o wszystkie trzy części, rozszerzone, puszczone po cichutku z laptopa - bardziej w formie ścieżki dźwiękowej niż filmu jako takiego.

Oglądałam sobie po kawałku, pomijając co nudniejsze sceny (Frodo i Sam w Mordorze, blah), i w przedziwny, zaiste magiczny sposób odzyskując równowagę umysłu. A kiedy skończyłam, w niedzielę przed południem, postanowiłam zasięgnąć języka (IMDB) i sprawdzić, czym się obecnie zajmują niektórzy aktorzy, czego jeszcze nie widziałam, i co chcę zobaczyć.

Elijah zdubbingował 9, zaliczone. Cashmere Mafia z Mirandą - takoż. Druga część The Colour of Magic z Seanem A. i głosem Christophera Lee czeka na lepsze czasy. Billy wystąpił parę lat temu w serialu z wątkiem homoseksualnym pt. Empty: widziałam kilka klipów na jutiubie, całości nie mam niestety skąd wziąć, ale szukam nadal. Viggo udzielił kilku przeuroczych wywiadów przy okazji promocji A History of Violence - waham się, tytuł mnie jakoś nie przekonuje. Najseksowniejszy Australijczyk Naszych Czasów zagrał w niemieckiej produkcji o papieżycy Joannie (książkę czytałam nie dalej jak trzy miesiące temu): premiera odbyła się w tym tygodniu; zastanawiam się, czy nie jechać do Berlina. Nawet napisy nie byłyby mi potrzebne. Innymi słowy, fajnie.

A potem wpisałam w wyszukiwarkę nazwisko 'Karl Urban', i zmarłam z przerażenia własną głupotę, brakiem orientacji i tak dalej.

Widzicie, T. kilkakrotnie pytała mnie, czy chcę z nią iść do kina na Star Trek, a ja konsekwentnie odmawiałam. Mam na LJu przyjaciółkę kompletnie zakręconą na punkcie tego fandomu, która ostatnimi czasy zamieściła u siebie co najmniej dwie ikony z Bonesem. I co? I nic. Aż do wczoraj nie zaskoczyło.

Przeczytałam ST-ową listę płac: Karl, dobrze; Eric Bana - dobrze; Zach Quinto - może być; Jennifer M. - nie do końca, ale niech jej będzie, ostatecznie przecież znika z House'a. Odczekałam wymaganą ilość czasu. Obejrzałam.

O mamo, ale to dobre było. Aż sama się sobie dziwię. I chcę być maskotką Scotty'ego, od zaraz.

W stanie zawieszenia i konfuzji odszczekuję wszystko, co mówiłam tego lata ("ST jest ble" itd.). Nie uważam się za trekistkę, i pewnie nigdy takową nie będę, ale fajnie było. Ja chcę jeszcze raz.

4 comments:

Jo said...

Nakarmiłam Ci peta.
Ja się chyba powinnam zresetować kompletną nieobecnością wszystkich bodźców. Komorę do deprywacji sensorycznej raz, poproszę.

Tenelilli said...

NIe można inaczej jeśli chodzi o Odyseusza ^^. Ale wiesz że ja jestem prevy 'pervy hobbit fancier' fancier
(jak paralelnie to brzmi).

EB jak i piwa tej marki w nastepnej czesci juz nie bedzie. JM bylo jak na lekarstwo. Zamęczyła innego blondyna, tak że się rzucił pod statek i poszła. Z ciekawej listy płac Winona Ryder grala matkę Spocka, jakbyś nie zauważyła (mówię bo niektorzy nie mówili.)

Poza tym ja juz NA PRAWDĘ nic nie mowię. Tylko cieszę się że dojrzałaś do decyzji właznej uparciuchu. :)

Tenelilli said...

btw najs kłołt w tytule...Musiałam go chwile przemyśleć, potem odwiesić się... Znasz ten dryl.

Klonowa Wróżka said...

Winonę zauważyłam. Taka sprytna jestem, o ;)

Cieszę się, że quote się spodobał :P