Z góry przepraszam wszystkich, którzy próbują się ze mną skontaktować drogą mailową, i nie otrzymują odpowiedzi. 40 nieprzeczytanych wiadomości - cóż to jest? Bagatela...
Wszystko robię ostatnio na piątym biegu. Wpadam do New Yorkera, kupuję glam-dress, wpadam do T. oddać klucze i wypadam z uśmiechem zadowolonego kota, albowiem spotkany przypadkiem (żonaty) kolega przybrał ten wyraz oczu na widok mojej skromnej osoby. Sypiam niespokojnie, śnię scenariusze filmowo-serialowe. Nie mogę się skupić nawet na rozmowach telefonicznych z mamą. Po kilku tygodniach kompletnego sflaczenia ("Ty chyba masz anemię", stwierdził Młody) przeszłam w tryb kołowrotu.
W niedzielę poszliśmy na zorganizowaną wycieczkę po Cmentarzu Żydowskim w Warszawie - nie będzie zdjęć Młodego (który wygląda, jakby się urodził w jarmułce, i wcale nie jest z tego powodu zadowolony - w przeciwieństwie do nas), ani w ogóle żadnych, albowiem z braku aparatu własnego skazana byłam na małpę Pani Ani, i efekty mi się nie podobają. Rozwydrzyłam się, wiecie?
Bagdad Cafe w Polonii wywołuje mocno mieszane uczucia. Kaśka dobra, to jasne, ale całość wyreżyserowana kompletnie bez polotu, brzydka językowo, płytka jakaś taka. A miało być tak pięknie.
PS. Dzięki godzinom spędzanym w samolotach, połknęłam Ulissesa. Oczy mi się świecą.
1 comment:
Pacz a ja myslalam ze ja mam tyły w blogu. Ale dobrze dobrze, be otherwise occupied.
On another note, niech mnie ktos zastrzeli...
Post a Comment