...że już się zbliża lato?
A nawet, podobno, już jest. Fakt, szłam dziś do pracy w okularach przeciwsłonecznych - ale to jeszcze o niczym nie świadczy, prawda?
Tymczasem przyszedł i przeminął ostatni weekend wiosny, wypełniony po brzegi wszelkiego rodzaju emocjami. Były i te negatywne (te same, co zwykle w przypadku spotkania z pewnymi osobami z rodziny), i te jak najbardziej pozytywne - w zdecydowanie większej ilości. Sama nie wiem, od czego zacząć...
Młody wystąpił na scenie, zgodnie z planem. W pseudo-programie (monochromatycznej ulotce) jego nazwisko wymieniono po wstępniaku: "...oraz Gwiazda - Mistrz Świata" itd. Sołtysie, gwizdnijcie; światowy człowiek nam w domu rośnie, nie ma co. Załapał się nawet na rzucane na scenę pluszaki, tudzież wielkie bukiety kwiatów, których się szybko pozbył na rzecz mamy. I chwała mu za to. Może i nie jest to sztuka wysokich lotów, a średnia wieku pozostałych artystów wynosi 11 (tak, proszę Państwa, mój brat obmacuje nieletnie panny, i jeszcze mu za to płacą :P), ale przynajmniej coś ten Młody robi konstruktywnego, bo w końcu na inteligencję i zaangażowanie własnej partnerki nie bardzo ma co liczyć, a i uczyć mu się nie chce.
Jeśli zaś chodzi o spotkanie forumowe... O mamo, ale było fajnie :)))
Po tym, jakże odkrywczym, wstępie, spróbuję uszczegółowić swoją opowieść. Przez chwilę czułam się jak Alicja po drugiej stronie lustra, a raczej ekranu: zbyt częste przeglądanie zdjęć na Estheriadzie rzuciło mi się na mózg, i momentami musiałam kopać się w kostkę i przypominać sobie: nie, moja droga, nic ci się nie zdaje, naprawdę tu jesteś, i oni wszyscy też tu są, i możesz się z nimi pośmiać, powygłupiać, poważnie porozmawiać, albo po prostu pobyć razem. Nie zastanawiać się, jak się tu znalazłaś, ani jakie miejsce zajmujesz - bo nie musisz. Jesteś, i tyle; i tak jest dobrze. Takie mam, przynajmniej, odczucia.
Przebojem dnia okazała się (dla mnie, bardzo subiektywnie) upgrade'owana wersja Urukhai pod Helmowym Jarem, tudzież idea wzbogacenia ewentualnego (i mocno przyszłościowego?) zlotu grillowego o Potrawkę Eowiny. Skład tejże potrawy nie został jeszcze ostatecznie rozpracowany - ja poddałam propozycję cynamonu, Ginger zasugerował spirytus. Bez względu na to, co będzie dalej, już jest ciekawie ;) Ale reklamacji po spożyciu przyjmować nie będziemy...
Niedzielę spędziłam na poważnych dyskusjach z Aleksandrem (lat 2, słownie: dwa), przyjaźnieniu się z moim byłem psem (który nadal mnie lubi), i odsypianiu wrażeń w pociągu do T. Następnie spełniłam obywatelski obowiązek zgodnie z własnym sumieniem (nie, nie głosowałam na drób - to chyba oczywiste?) i udałam się do sklepu, zakupić jakieś przyjemne produkty mające posłużyć do zmajstrowania kilku obiadów.
Dziś rano przypomniało mi się genialnie, że jutro jadę do Pragi. Dobrze, że w zamrażalniku pusto, bo szkoda byłoby tych brokułów, bakłażanów, i innych pyszności.
A jak wrócę, muszę się zabrać za pisanie porządnych, yntelygentnych i głębokich notek. Poważni ludzie mnie czytają, no :)
Miłego tygodnia!
4 comments:
"nic ci się nie zdaje, naprawdę tu jesteś"
I bardzo dobrze, że byłaś. Jeśli o mnie chodzi, to już się ciesze na następne spotkanie.
OMG! Przeczytałam : POtrawkę z Eowiny' i zadrżałam. Choć biorąc pod uwagę wszelkie fakty to danie Aragorn jadłby pewnie chęteniej niż oryginał :>>> BTw ja tez sobei kupilam wladce z amazon.co.uk (OOK) ale Powrót bo resztę juz miałam. Anyway, niah!
Wracaj wreszcie :)) :*
Dopra pierwszy koment był po połowie notki. Koment 2:
To jacy cie dotychczas czytali * delikatnie przytupuje nogą, i stuka palcami o biurko patrząc lekko ironicznie*
Czytali mnie tacy, co mnie lepiej znają, i wybaczą mi okresowe napady szaleństwa :P ...prawda? ;>
A co do 'potrawki Z Eowiny', to popieram: Aragorn powinien wprowadzić ją do swojego jadłospisu. I spożywać dużymi łyżkami :D
Post a Comment