Ciepło. Aż zanadto. I głowa mnie boli od światła jarzeniowego w biurze.
Ale poza tym - cudnie jest. Pojechałam na weekend do domu, zostałam dopieszczona prezentami (rodzice kupili mi przyrząd do wodnego masażu stóp, z elektrycznie operowaną głowicą do pedikiuru: pięć różnych końcówek, szał ciał!; od jednej ciotki dostałam haft o tematyce jazzowej, a od drugiej: miodowo-mleczny puder do kąpieli w cudownym, krowiastym dzbanku; babcia poszła na łatwiznę i po prostu oddała mi pieniądze za Wybór Zofii Styrona), na kilka godzin zostałam matką zastępczą dla dziewięciomiesięcznego siostrzeńca (już się nie boję targać dziecka na rękach, przerzucać i przewijać, ha!), pomiksowałam drinki z różnych tajemniczych składników, obejrzałam mecz o trzecie miejsce i zeżarły mnie komary. Mam na ciele około pięćdziesięciu ukąszeń, z czego jedną dziesiątą na biuście. Nawet nie pytajcie :/
Cóż poza tym? Spałam z kotem wielkości mojej dłoni, o sile mruczenia porównywalnej z silnikiem Diesla. Nagadałam się do syta z dawno nie widzianymi ludźmi. Z dużą przyjemnością przeczytałam Rudą Sforę Kossakowskiej (dajcie dziecku opowieść bazującą na mitologii jakuckiej, a będziecie je - dziecko - mieli z głowy na kilka godzin), odpoczęłam na wsi (nie tak długo, jak bym chciała, ale zawsze) i przejechałam się w sobotę pociągiem z klimatyzacją.
Po czym, dla równowagi, wczoraj wracałam z Łodzi do Torunia pociągiem osobowym. Trzy godziny. Po imprezie. Weszłam do domu, zrzuciłam ciuchy, przyrządziłam lemoniadę ochrzczoną (wirtualnie) przez Godryka mianem "bezalkoholowego mojito" i padłam. Wstałam tylko na mecz, ale oglądanie tego miotania się po boisku zmęczyło mnie tak dokumentnie, że darowałam sobie dogrywkę. Sorry, Casillas, you're my hero anyway ;)
Tymczasem zaś życzę Państwu miłego poniedziałku. Po pracy jadę kupować antyramy, tra la la la :)
10 comments:
Temperatury jakie obecnie panują w Toruniu - i jak się domyślam, również w większej części PL - dobijają mnie absolutnie. I nie pomaga woda, soki inne płyny. Ja chcę zimy... snif.
O nie, za zimę dziękuję! Ale temperatura mogłaby się ustabilizować bliżej dwudziestu pięciu stopni...
Światło jarzeniowe, moja zmora.
A poza tym, to mnie też te małe dranie pogryzły w miejscu, które akurat powinno być nietykalną świętością. Dla komarów. Małe zboczeńce spragnione biustów. ;P
My wytrwaliśmy cały mecz finałowy. Łącznie z dogrywką. To była jakaś masakra :\ W przeciwieństwie do meczu o trzecie miejsce. Wczoraj Ginger przyniósł z piwnicy wiatrak i się chłodzimy. A komary niby są zajadłe (na działce), ale jakoś tak mało przekonująco. Nie odnotowałam jakichś znaczących ugryzień :)
Cintryjko, masz trochę racji - zwłaszcza końcówka wydała mi się trochę naciągana (ostatni rozdział - co to w ogóle było?!), co nie zmienia faktu, że pani ma u mnie plus za samą otoczkę akcji. I za słowniczek :)
Ava - mogę Ci oddać trochę moich (i Alowych) komarów, jeśli potrzebujesz mocniejszych wrażeń ;)
Zatrzymajcie te komary dla siebie ;P jeszcze by przyleciały i "spsuły" moje ucywilizowane bzykacze ;)))
Ja ogladalam final na placu przed Zielona Brama w Gdansku, kolega przyniosl piwko, ja mialam wachlarz, ktorym wachlowalem nas oboje- i bylo bardzo przyjemnie :D
Co do temperatur- dzisiejsze 31 bylo bardzo w moim guscie, ale ostatecznie zgodze sie, zeby tempertaura spadla do tych (sic!) 27 :D
Lena... Naprawdę podobała ci się "Ruda sfora"? Boże w niebiesiech... przepraszam, ale niniejszym spowodowałaś opad mojej szczęki.
Ainu: podobala mi sie, mniej wiecej do tego momentu, kiedy zaczeto tlumaczyc, czym Sfora wlasciwie jest, i co soba reprezentuje. Ja zwyczajnie mam odchyl na punkcie szamanizmu, ludow Syberii, i brzydkich ozywiencow (na papierze, bo ogladac ich nie lubie ;)). A poza tym: byl slowniczek, ktory namietnie wertowalam. Jego zawartosc zlozyla sie na ogolna ocene ksiazki ;)
Lena, ja wszystko to wzięłam pod uwagę i w dalszym ciągu pozostaje dla mnie ta lektura odbijającą się brzydko (mimo mojego skrzywienia w stronę ludów szamańskich).
Niemniej podziwiam.
Post a Comment