Tuesday, 3 August 2010

No Need To Argue

Tytuł notki wynika z renensansu zainteresowania twórczością zespołu The Cranberries, nie z czegokolwiek innego. Cała "robocza" część dnia - zawalona, a mimo to dokumentnie poszatkowana. Rozbita. Czy ja wiem? Po południu wystawiłam za to pierwsze dwie faktury w ramach nowego układu ze 'starym' klientem.

Jedna (dowolna) z nich wystarczyłaby mi, żeby spłacić kredyt i pożyć sobie spokojnie przez kilka lat. A to tylko pokłosie jednego tygodnia. Smutno mi się robi, kiedy widzę siebie w takim kontekście.

Poza tym - dzięki forum byłam na bieżąco w kwestii wydarzeń, jakie miały dziś miejsce na Krakowskim. Jestem tym wszystkim zmęczona, zniesmaczona i zrezygnowana. I zjadłam pizzę na obiad, co się na mnie teraz mści. Pizza jest smaczna, ale miewa się po niej napady bulimiczne: jeśli się jest mną, oczywiście. Trzeba będzie się w końcu odzwyczaić i zapomnieć o istnieniu takowego jedzenia.

Tak. Ten dzień nie był dobry, mimo że deszcz padał bardzo ładnie, do czytania była "Straż nocna" Pratchetta, a do oglądania - siódmy sezon ER.

Wieczór może da się jeszcze uratować - czekam na M. z mufinkami i mniej-więcej poskładaną do kupy łazienką. Strasznie chce mi się palić.

I jakaś taka beznamiętna dziś jestem. Zauważyliście?

2 comments:

Ala said...

Czasem i tak trzeba, z rozbitym dniem, beznamiętnie, z pizzą w sobie.
Za to na powtórkę "Straży Nocnej" mnie namówiłaś.

A teraz życzenie środowe - niech ci się polepszy i roznamiętni (no, może bez przesady, trochę, nie tak do histerii;)).

Ainulindale said...

Dla Ciebie to już było, a ja się teraz wiję we frustracji.
Mam nadzieję, że coś się jednak roznamiętniło po drodze.