Wczoraj obejrzałam sobie cztery odcinki Desperate Housewives. Były to pierwsze, i zapewne ostatnie odcinki, jakie widziałam w życiu - albowiem, choć serial wygląda sympatycznie, nie poruszył mnie aż do tego stopnia, żeby miało mi się zachcieć nadrabiać sześć sezonów. Skończył się storyline, z którym chciałam się zapoznać, i starczy: innymi słowy, Dana Delany i Julie Benz odjechały w siną dal, ku krainie bez wścibskich sąsiadów - oraz, w przypadku Dany, ku nowemu serialowi Body of Proof, z którym zamierzam zawrzeć znajomość, gdy tylko się pojawi. Bo trailer jest uroczy.
Ach, Dana, Dana... (w tym miejscu występują maślane oczy). Znaczy, khem, khem, już jestem z powrotem.
Okazuje się ponadto, że stare i dobre metody na pobudzenie własnej kreatywności nadal się sprawdzają. Dzieckiem będąc, zostałam przez rodzicielkę zarażona pasją do układania puzzli - i tak sobie te puzzle pykałam, po wielokroć, czasami wręcz ucząc się niektórych obrazków na pamięć (co to jest, 1000 elementów?), a przy okazji: mrucząc sobie pod nosem przeróżne opowieści. Wychodzi na to, że kiedy mam czymś zajęty ręce i oczy, mój umysł buja w obłokach, i płodzi wizje. Schemat ten sprawdza się również w przypadku durnych gier zręcznościowych na FB, ale nie w takim stopniu - skłonna jestem przypuszczać, że faktura elementów układanki, szelest klocków w pudełku etc. mają na mnie lepszy wpływ niż obsługa myszy jednym palcem - jakkolwiek to nie brzmi.
Dość, że przedwczoraj wymyśliło mi się opowiadanie. W zasadzie taka sobie vigniette, kilkustronicowa próba odpowiedzi sobie na pytanie, które przyszło mi do głowy w ubiegły weekend, i pozostało nie zadane (albowiem kultura osobista wymaga, aby nie drążyć tam, gdzie może zaboleć - w tym miejscu pozdrawiam ciepło Najlepszego Polskiego Dentystę). W ten sposób i ja jestem zadowolona, i osoba, której nie wymęczyłam psychicznie, powinna się cieszyć. O ile kiedykolwiek spotka mnie ponownie, i dowie się, że to o nią chodziło.
Cóż poza tym? Brzydkie spoilery do ATWT, brzydkie. Nie potrafię zrozumieć scenarzystów, stwierdzających: 'No tak, te dwie postacie świetnie ze sobą współgrają... jest chemia, jest energia, są tony niewyładowanego erotyzmu w powietrzu - i pewnie z radością pociągnęlibyśmy ten wątek dalej, gdyby nie to, że zdejmują nam serial po kilkudziesięciu latach na antenie. W tej sytuacji rozbijemy tę parę, jednej postaci ukręcimy łeb w beznadziejnie skonstruowanym wypadku (lub nie), a drugiej pozwolimy wrócić do byłego partnera, który jest skończonym kretynem i emocjonalnym popaprańcem...' Czy wspominałam już, że NIE ROZUMIEM? Właśnie.
Myślę, że stąd się biorą fanfiki. Z poczucia, że ktoś w tym towarzystwie musi się zachowywać rozsądnie ;)
Miłego popołudnia. Ja uciekam w miasto :)
2 comments:
Lamerscy scenarzyści sa lamerscy- że strawestuję. Już (prawie) nie chce mi się o tym gadać ech.
Muszę spróbować Twej metody na kreatywność :)))
A da wątek fakt- fajny był :))
A w ogóle czy to nie powinno być: 'Oj Dana, dana' jak już tu z przuśpiewka ludową wyskakujesz? :DDDD
hmmm
Post a Comment