Dzisiejszy dzień określa warkot wiertarki, mężczyźni w strojach roboczych i ogólne zamieszanie.
Ale dzieje się, dzieje - bogowie niejedyni, jak powiada Atticus, może w niedzielę będę mogła zrobić pranie!... Ot, proste rzeczy, którym człowiek nie poświęca na co dzień żadnej głębszej myśli - ale niech no tylko ich zabraknie, a świat zaczyna się chwiać w posadach.
Siedzę ostatnio duchem w drugiej dekadzie XX. wieku, trochę z powodu Downton Abbey, trochę ze względu na opowieści Conchisa w Magu, trochę przez wspomnienia niedawnej wizyty w Zatoce Sommy. Splata się to z oczekiwaniem na Copernicon, na który zamierzam włożyć sukienkę po prababci Jance, z mętlikiem wgłownym i wieloma innymi rzeczami. Nieważne - chciałam tylko powiedzieć, że mi tu dobrze, i nie wiem, kiedy wyjdę. Jak siebie znam - nieprędko.
Miłego czwartku!
2 comments:
Ciekawa jestem tej sukienki. Ja dziś zamówiłam koszulkę ze steampunkowym motywem. : ) A można wiedzieć, skąd czerpiesz odcinki Downton Abbey?
Ach, dziewczyny, Londyn jest rajem dla steampunkowców... nawet głupie pamiątki w Camden pełne są tych motywów, widać, że moda rośnie w siłę.
Też jestem bardzo ciekawa sukienki. I mam nadzieję (ogromną), że moja praca nie wywinie mi jakiegoś numeru i będziemy mogli przyjechać.
Post a Comment