Tytuł bezczelnie pożyczony od Ali, jako że to Jej notka o metrze londyńskim zainspirowała mnie (w ten leniwy, zimowy weekend, wypełniony pieczeniem quasi-croissantów i piciem herbaty z mlekiem sojowym: genialny wynalazek na zimne dni, polecam!) do sięgnięcia na półkę z Książkami Zakupionymi Z Mocnym Postanowieniem Przeczytania Co Rychlej, i wyłuskania z otchłani pozycji autorstwa niejakiego Marka Masona.
Walk The Lines (który to tytuł upieram się tłumaczyć jako Chodzenie po lin(i)ach) jest zapisem projektu/wyzwania, które wziął na siebie autor: londyńczyk z urodzenia i przekonania, zapalony chodziarz i kolekcjoner osobliwych faktów. Mason przechodzi na piechotę trasy wszystkich londyńskich linii metra: łącznie z odcinkiem Paddington do Heathrow, co już zakrawa na obsesję - w ciągu dnia i w nocy, samotnie i w towarzystwie jemu podobnych zapaleńców, na trzeźwo i nie całkiem (dwadzieścia siedem drinków w dwudziestu siedmiu pubach przy kolejnych stacjach Circle Line), okraszając swoje notatki z podróży ciekawostkami z historii metra i miasta. Dla naprzykładu: czy wiedzieliście, że w latach 40. dziewiętnastego wieku delegacja rosyjskich inżynierów przybyła do Londynu celem dowiedzenia się tego i owego o kolejnictwie, została zaprowadzona na stację Vauxhall, po czym skopiowała jej nazwę - myśląc, że chodzi tu o generyczne określenie dworca kolejowego - skutkiem czego do dziś słowo "dworzec" brzmi po rosyjsku "wakzał?" Albo że ostatni pochówek samobójcy "na rozdrożach" miał miejsce w Londynie w roku 1823? Albo że otwartą w czasach Wielkiej Wojny stację Maida Vale obsługiwały początkowo wyłącznie kobiety? Lub że słoniom hodowanym przez Jakuba I w St. James Park przysługiwał w zimie galon wina dziennie, aby mogły przetrwać tę okropną porę roku?
Ha. Ja nie wiedziałam. (A teraz chcę być królewskim słoniem, ot, co.) Ale teraz wiem, i odczuwam przemożną potrzebę zużycia zaległego prezentu urodzinowego od T., i wyjazdu do Londynu. Planowany termin (o ile w międzyczasie dojdzie do skutku pewna wycieczka): 25-30 maja. Who's with me?...
(Ponadto: skończyłam Czarne - Anny Kańtoch, Leszku - i piękna to była podróż, trochę jak marzenie senne somnambulika, z poplątaną linią czasu i mocnym akordem na zakończenie: czyli to, co tygrysy lubią pasjami. Poleca się gorąco.)
Walk The Lines (który to tytuł upieram się tłumaczyć jako Chodzenie po lin(i)ach) jest zapisem projektu/wyzwania, które wziął na siebie autor: londyńczyk z urodzenia i przekonania, zapalony chodziarz i kolekcjoner osobliwych faktów. Mason przechodzi na piechotę trasy wszystkich londyńskich linii metra: łącznie z odcinkiem Paddington do Heathrow, co już zakrawa na obsesję - w ciągu dnia i w nocy, samotnie i w towarzystwie jemu podobnych zapaleńców, na trzeźwo i nie całkiem (dwadzieścia siedem drinków w dwudziestu siedmiu pubach przy kolejnych stacjach Circle Line), okraszając swoje notatki z podróży ciekawostkami z historii metra i miasta. Dla naprzykładu: czy wiedzieliście, że w latach 40. dziewiętnastego wieku delegacja rosyjskich inżynierów przybyła do Londynu celem dowiedzenia się tego i owego o kolejnictwie, została zaprowadzona na stację Vauxhall, po czym skopiowała jej nazwę - myśląc, że chodzi tu o generyczne określenie dworca kolejowego - skutkiem czego do dziś słowo "dworzec" brzmi po rosyjsku "wakzał?" Albo że ostatni pochówek samobójcy "na rozdrożach" miał miejsce w Londynie w roku 1823? Albo że otwartą w czasach Wielkiej Wojny stację Maida Vale obsługiwały początkowo wyłącznie kobiety? Lub że słoniom hodowanym przez Jakuba I w St. James Park przysługiwał w zimie galon wina dziennie, aby mogły przetrwać tę okropną porę roku?
Ha. Ja nie wiedziałam. (A teraz chcę być królewskim słoniem, ot, co.) Ale teraz wiem, i odczuwam przemożną potrzebę zużycia zaległego prezentu urodzinowego od T., i wyjazdu do Londynu. Planowany termin (o ile w międzyczasie dojdzie do skutku pewna wycieczka): 25-30 maja. Who's with me?...
(Ponadto: skończyłam Czarne - Anny Kańtoch, Leszku - i piękna to była podróż, trochę jak marzenie senne somnambulika, z poplątaną linią czasu i mocnym akordem na zakończenie: czyli to, co tygrysy lubią pasjami. Poleca się gorąco.)
5 comments:
Ala parska oburzona, oczywiście, że jest takie miasto! Mam dowody. ;D
Majowy termin świetny, korzystaj koniecznie i jedź, Londyn wiosną jest piękny. :) My planujemy kwiecień, na kilka dni chociaż, by mieć dwie wiosny, jedną tam, drugą po powrocie tu.
P.S. A ogóle to dobrze Cię znowu czytać. :)
Weź mnie! Weź mnie! Może być w walizkę! ;)
A propos Vauxhall - bardzo dawno temu tę zbieżnosć zauważyłem i przypuszczałem, że musi się za tym kryć jakaś taka historia. Dzięki. BTW, warszawski Foksal też ma podobną historię.
(http://www.srodmiescie.warszawa.pl/cms/prt/view/ulice-wyszukiwarka/str/35.html)
Post a Comment